DZIECI

Rodzicu, twoja złość jest ok!

W sieci dużo mówi się o emocjach dziecka oraz sposobach na zaopiekowanie się nimi. I dobrze! Cieszy mnie edukacja w tym temacie bardzo! Wspieram całym sercem potrząsanie wszelkimi słoikami z brokatem, podrzucanie poduszkami, tupanie, rozdzieranie kartek, zawijanie kocem w naleśnika i wiele innych technik, które przedstawiamy naszym dzieciom w trudnych emocjonalnie sytuacjach. Jednocześnie zauważam, że mało mówi się o czymś równie ważnym, co złość dziecka. Mam tu na myśli złość rodzica.

Złość jest ok!

Powiedzmy sobie szerze, na samym wstępie – złość jest potrzebną, normalną emocją. Dzięki niej łatwiej nam zrozumieć nasze granice, identyfikować potrzeby i budować bezpieczną przestrzeń. Pamiętajmy, że ze złością nie możemy walczyć, nie powinniśmy też jej tłumić. Ona jest naprawdę potrzebna!

Złość nie robi krzywdy.

To, co krzywdzi i nigdy nie będzie ok, to pewien sposób wyrażania złości – agresja. Na nią nie dajemy sobie pozwolenia i chcemy jej uniknąć świadomie opiekując się złością. Nie czekając, aż wybuchniemy niczym wulkan.

Rodzice też się złoszczą.

Rodzic też człowiek! Znasz kogoś, kto nigdy nie denerwował się w obecności dzieci…? Ja nie. I to jest ok! Czując narastającą złość, wcale nie musimy ukrywać się przed dzieckiem. Zamiast tego powiedzmy mu szczerze o tym, jak się czujemy i co zamierzamy z tym zrobić. Ono najlepiej uczy się na przykładzie – jeśli zobaczy, w jaki odpowiedzialny, dojrzały sposób opiekujesz się swoimi emocjami, w przyszłości spróbuje ciebie naśladować, kiedy samo stanie w obliczu złości.

Chciałabym podzielić się z tobą kilkoma technikami, z pomocą których zaopiekujesz się sobą i swoją złością. Bądźmy sprytni – każda z nich może być waszym rodzinnym sposobem na złość. Każdą z nich możesz zaproponować też dzieciom. Bo które dziecko nie lubi zachowywać się “jak dorosły”…

Jednak zanim do nich przejdziemy, mam dla nas, rodziców, bardzo cenną wskazówkę.

Zapobiegajmy.

Wszystkie poniższe sposoby są ważne, jednak kluczowym elementem opieki nad emocjami jest… zauważenie ich. Powinniśmy ćwiczyć w sobie uważność, świadomość swoich emocji, ale też potrzeb. Zastanów się, dlaczego kiepsko się czujesz? Skąd się bierze w tobie ta złość? Czy źródłem jest zachowanie dzieci, czy może po prostu jesteś głodna? Nie żartuję! Zwykłe zmęczenie, przytłoczenie hałasem, poczucie głodu czy potrzeba skorzystania z toalety – potrafią obniżyć naszą tolerancję na krytyczne sytuacje. A wtedy najmniejsza drobnostka może nas wyprowadzić z równowagi. Warto rozpoznać tę chwilę tuż przed burzą i już wtedy zacząć dbać o swoje potrzeby.

Bardzo często naszym stresorem jest… wysoka poprzeczka, którą przed sobą stawiamy. Chcemy zrobić zdrowy obiad, zabawić dzieci w duchu montessori i jeszcze mieć pomalowane oko, a wokół siebie porządek. Wyobrażamy sobie obrazek uśmiechniętej rodziny niczym z pocztówki i nie dopuszczamy do siebie myśli, że zaraz coś zburzy tę wizję. A na pewno tak będzie! Jedno dziecko wstanie za szybko z drzemki i będzie marudne do końca dnia, a drugie zacznie się kłócić, że chce płatki z mlekiem na kolację. No cóż… chyba brak oczekiwań wobec dzieci jest najlepszym, co możemy im dać. Jednocześnie, w dzisiejszych czasach zakręconych na punkcie produktywności i rozwoju – takie to trudne.

Ale do brzegu.

Jak zaopiekować się swoją złością?

Masz praw czuć złość! Masz prawo ją manifestować! I najważniejsze – możesz to robić w bezpieczny sposób nie narażając żadnego z domowników na jakąkolwiek krzywdę. Oto kilka moich “pewniaków”, które świetnie opiekują się wszelkimi złościami.

Przytulanie.

20 sekund przytulasów potrafią zdziałać cuda.

Spacer.

Koniecznie wśród natury. Ja wiem, że to banał, ale tak cenny! Zwykłe przewietrzenie głowy pozwala poukładać myśli, spojrzeć na domową awanturę z dystansem i nabrać zwykłego luzu w majtkach.

Rozmowa.

Nie myślę tu o szukaniu dobrych rad i niezwykłych strategii rozwiązywania problemów. Czasem potrzebujemy po prostu być usłyszanym. Potrzebujemy odrobiny ojojania nad naszym losem, cierpliwej, przytakującej głowy. Tylko tyle i aż tyle.

Wyjście z pokoju.

Tak, czasem tego potrzebujemy. W szczególności, jeśli pokój kipi od radosnych, przytłaczających okrzyków dzieci. Jeśli nie masz możliwości wyjścia z pokoju, mam dla ciebie inny pomysł. Spójrz tylko na kolejne 2 podpunkty.

Wejdź pod koc.

To nie żart. Ja regularnie, w przypadku uczucia przebodźcowania, ukrywam się na chwilkę pod kocem. Polecam.

Słuchawki na uszy.

Ubranie słuchawek (zimowych, dousznych, obojętnie!) jest równie dobrym sposobem na niespodziewaną złość wywołaną przebodźcowaniem. Po prostu je ubierz, nie włączając żadnej muzyki. Dźwięki z otoczenia dalej będą dla ciebie słyszalne, jednak z dużo mniejszym natężeniem.

Zaśpiewaj.

Czasem mamy ochotę krzyknąć. Postaraj się zamienić ten krzyk w… śpiew. Powiedz to, co zamierzałaś, jednak melodyjnym tonem. Uwaga, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wywołasz przy okazji salwy śmiechu. I dobrze! Rozluźnisz siebie i dzieciaki też.

Muzyka.

To, co idealnie resetuje emocje w naszej rodzinie – to włączenie ulubionej muzyki. Jedna piosenka potrafi rozluźnić najbardziej napiętą atmosferę.

Kiedy kurz opadnie.

Powyższe sposoby są bardzo doraźnymi, rodzinnymi sposobami na złość. Jest jednak jeszcze coś, co możesz dla siebie zrobić, jak już tylko zostaniesz sama ze sobą. Otóż posiedź sobie z tą złością. Zastanów się, w jakich sytuacjach ona do ciebie przychodzi. O czym tobie mówi? Które granice zostają przekroczone? Czy to frustracja dotychczasowym zasiedzeniem w domu? Czy permanentne niewyspanie? A może to inny bieżący problem, który z ciebie “wychodzi”? Warto się nad tym zastanowić, ale na spokojnie, w przyjaznej, bezpiecznej przestrzeni. Jak już dzieci pójdą spać, a kurz opadnie.


A na koniec przypominam – masz prawo przeżywać złość. Pamiętaj, że ona zawsze szuka jakiegoś ujścia, jednak to od ciebie zależy, czy nadasz jej bezpieczny kierunek, czy… wybuchniesz w najmniej oczekiwanym momencie. Zaopiekuj się swoją złością! Wysłuchaj jej i pozwól jej odejść. Bo złość, jak każda emocja – w końcu mija.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.