ODKRYCIA

Umilacze #2 Jeden poradnik, kilka sznurków i wiele bakterii.

Co dobrego u mnie w lipcu? Oczywiście maraton urodzinowy Julki. W tym całym imprezowym kołowrotku niełatwo znaleźć wytchnienie. Jednak mam swój mały świat, kiedy dzieci idą spać, po godzinie 20. A w nim dzieją się drobne cuda, które ratują moją łaknącą spokoju i ciszy parującą głowę. I właśnie o nich dzisiaj tobie opowiem.

„Food Pharmacy” Lina Nertby Aurell, Mia Clase

Tę książkę kupiłam przy okazji, nie wiążąc z nią wielkich nadziei. W końcu przeczytałam już kilka podobnych lektur, więc… czym może mnie zaskoczyć kolejna opowieść o bakteriach w naszych jelitach?

Otóż – wszystkim.

Jeśli dzisiaj miałabym polecić tobie jedną książkę o mikrobiomie – bierz właśnie „Food Pharmacy”. Dlaczego?

  1. Trudna merytorycznie treść jest wyjaśniona ludzkim językiem bez zbędnego, naukowego słowotoku. Otóż książka napisana jest dla ludzi prostych, laików, którzy po prostu chcieliby zdrowo się odżywiać.
  2. To opowieść napisana lekkim, wesołym piórem. Przyznaję – ten humorystyczny ton na początku odbierałam jako bezsensowne lanie wody. Po co mi wakacyjne historie autorek? Hej, do brzegu, ja tu szukam konkretów! Jednak szybko zrozumiałam ich cel – dzięki nim ogrom przekazywanej wiedzy nie męczy czytelnika. Przeczytałam co najmniej 3 inne nieco bardziej poważne książki na temat flory jelitowej i przy każdej z nich miałam wrażenie, że ich treść mnie przytłacza. Mimo iż ten temat mnie fascynuje, to musiałam się zmuszać do lektury. Z kolei „Food Pharmacy” przeczytałam jednym tchem.
  3. Ta książka jest naprawdę przemyślana! Treść uporządkowana w przejrzyste rozdziały, pięknie oprawiona graficzna – całość genialnie się komponuje. Czytanie „Food Pharmacy” sprawia przyjemność.
  4. Znajdziesz tutaj kopalnię praktycznych wskazówek. Praktycznych! To znaczy, że nie mam na myśli listy produktów zawierających poszczególne witaminy czy składniki odżywcze. Raczej mówię o cynamonie cejlońskim i czym on różni się od innych cynamonów oraz dlaczego nie powinniśmy jeść gorących ziemniaków zaraz po ugotowaniu (ale każde inne już jak najbardziej tak!). Chyba właśnie te drobne, zapadające w pamięć porady skradły moje serce.

Podsumowując – kupuj w ciemno.

Poradnik Headspace: Medytacja

Program dostępny na Netflixie. Polecałam go już dawno temu na Instagramie i polecam dzisiaj po raz kolejny, tym razem na blogu. To program, który nie może się przeterminować, nie może się znudzić. Jestem tym typem człowieka, który nie lubi oglądać 2 razy tego samego (no ej, strata czasu!). Mimo to, z własnej nieprzymuszonej woli – wracam do Poradnika Headspace.

Znajdziesz tu pięknie wyjaśnioną istotę medytacji formalnej oraz kilka jej rodzajów. Wiedza przekazywana jest prostym językiem w dosłownej pigułce. To, do czego wracam, to medytacje prowadzone. Przemyślane, nie za długie, trafiające do serca.

Przy okazji muszę też polecić film interaktywny Headspace: Uwolnij umysł również dostępny na Netflixie. W trakcie jego trwania odpowiadasz na kilka pytań, np. jak się czujesz, ile masz wolnego czasu. Potem otrzymujesz propozycję medytacji, prostego ćwiczenia lub relaksacji. Niesamowita opcja! Kiedy chcesz spróbować medytacji, ale w sumie nie wiesz od czego zacząć – ten film jest dla ciebie idealny.

Makramy

Ostatnio wypoczywam właśnie ze sznurkami w dłoni. Od dawien dawna, oczami wyobraźni widziałam w naszym salonie wiszące, makramowe kwietniki. Do realizacji tego marzenia potrzebowałam jednak męża i jego umiejętności obsługi wiertarki. Jak tylko w moim suficie pojawiły się 3 piękne haczyki przyszedł czas na mnie i moje zdolności twórcze.

Ostatecznie mocno wkręciłam się w to plecenie sznurków! Podoba mi się szybki, piękny efekt pracy. A przy okazji zauważyłam, że tworzenie makram bardzo przypomina formalne ćwiczenie mindfulnes, w którym punktem skupienia jest oczywiście makrama i wzór, który chcemy uzyskać.

Postawiłam na własnoręcznie wykonane kwietników z kilku powodów. Po pierwsze chciałam makramy, które w 100% będą mi się podobać i będą również spełniać techniczne wymagania. Po drugie chciałam zaoszczędzić kilka złotych. Po trzecie – lubię, kiedy przedmioty dekoracyjne w domu niosą ze sobą historię. A po czwarte – po prostu byłam ciekawa, jak to się robi. Efektu końcowego jeszcze tobie nie pokażę. Mam makramy, jednak kwiatów brakuje Jak tylko je zdobędę, pokażę tobie kwietniki w pełnej okazałości – najszybciej oczywiście na Instagramie, gdzie ciebie gorąco zapraszam.


Ot, tak mi właśnie lecą wieczory. Głęboko wdychając chłodne, nocne powietrze, słuchając koncertu morza świerszczy – dbam o swoje ciało i swoją głowę. A przy okazji dom.

A co u ciebie słychać? Jak tobie mija lato?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *